Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 września 2017

Jak bardzo przeraża mnie przyszłość


Pierwsza lekcja pierwszego dnia szkoły, 5 minut po dzwonku pada pytanie z ust nauczycielki: „Dobra, co chcecie wiedzieć o maturze z języka angielskiego, którą będziecie pisać za parę miesięcy?”. Klasa milczy. Wszyscy natychmiast wpadają w czarną rozpacz. „Ale jak to matura? To już?” Owszem, już. Trzecia klasa wita i zaprasza. Gwarantowane codzienne rozmowy o maturze, studiach i przyszłości. Gwarantowane są również min. trzy załamania w ciągu tygodnia, litry wypitej melisy i brak czasu na posprzątanie wszechobecnego rozgardiaszu. Po wyjściu ze szkoły piszę do mamy: „Mamke, kupuj zapas melisy i gorzkiej czekolady” (gorzkiej, bo jestem na diecie, znowu). Spoiler, mama zapomniała mi kupić i jednej i drugiej rzeczy. Dzięki, mamke. Wracając, próbuję zagłuszyć ból duszy, więc zakładam słuchawki  i odpalam pierwszy album Arctic Monkeys. Nie pomaga. The Pretty Reckles? Still nothing. Czas wyciągnąć najcięższe działo: Metallikę. Miód na całe zło świata.
Analizując cały dzień w szkole znowu wyczuwam niepokój, coś się zbliża. Moja intuicja wariuje. No i bach, wiadomość od instruktora, czas znowu się umówić na jazdy. Super, zostało mi jeszcze mniej godzin do egzaminu. No ale patrząc realistycznie, ile jeszcze udałoby mi się to przeciągnąć? Tydzień, dwa? Muszę w końcu zdać. W końcu tato tak na to liczy, cała rodzina czeka w napięciu, połowa klasy już zdała, to ja też muszę. Ostatnimi siłami docieram do domu powstrzymując się po drodze od kupienia słodkiej bułki albo pączka. Nie tym razem tłuszczu, nie tym razem… Na stoliku leży informator z uczelni we Wrocławiu. Super, pułapki nawet w moim własnym pokoju. Rzucam butami o ścianę i wywalam wszystko z plecaka na podłogę. Może zrobi ognisko? Od razu spalę ten informator.
Dobra mam dość. Nogi same mnie niosą do kuchni. W lodówce czeka na mnie mój przyjaciel, mój wybawca i jedyna deska ratunku. Ballantines Brazil. Hello, honey. Jeszcze miesiąc temu miałam prawo pić tylko piwo lub ewentualnie szampana i to od czasu do czasu. Teraz trzymam w lodówce whisky i robię drinki przy mamie i jest zero reakcji. Magicznie wydoroślałam w dzień urodzin? Chyba tak, przynajmniej według prawa.
Piszę do chłopaka, z którym planuję już wspólne mieszkanie i kota sfinksa, który będzie się wabił Maniek. Jak to się stało, że wszystko się zmieniło? Że zamiast „ja” mówię „my”? Że przestałam żartować  o samobójstwie? Że zaczęłam dbać o swoje zdrowie? Że zaczęłam się martwić o bezpieczeństwo najbliższych? Przecież przed chwilą szłam do gimnazjum, moja wiedza o życiu wynosiła równe zero i niczym się nie martwiłam. Teraz do szczęścia brakuje mi tylko rachunków i podatków. W sklepie nawet nie sprawdzają dowodu. Dorosłość jest do bani, zabierzcie ją ode mnie. Jaka praca? Jakie samodzielne życie? PRZECIEŻ JA JESTEM DZIECKIEM JESZCZE HALO
Wnoszę pozew do sądu o zbyt szybko płynący czas. Wypisuję się z dorosłości. Sajonara. Życzę wam niekończenia osiemnastego roku życia. Będziecie wykonywali mniej oficjalnych telefonów i pisali mniej oficjalnych wiadomości.
Muzyczka dla dorosłych: muzyczka dla dorosłych klik!

Wasza Kawoholiczka z zawodu


poniedziałek, 27 lutego 2017

Seriale, które zabrały mi dużo wolnego czasu

(ale było warto, zazwyczaj)

Już kilka lat temu seriale zawładnęły moim życiem. Jak jeszcze chodziłam do gimnazjum potrafiłam obejrzeć cały sezon serialu jednego dnia, to było dla mnie nic nadzwyczajnego. Teraz, ze znalezieniem czasu jest już trochę gorzej, jednak nałóg serialowy pozostał i raczej nic już tego nie zmieni. Dzisiaj chciałam wam opowiedzieć o serialach, na które poświęciłam najwięcej czasu. Były to odległe czasu, w których wolałam siedzieć w domu przed laptopem niż wychodzić ze znajomymi.

Dr. House; ok. 7 965 minut
Pierwszym poważnym serialem, który zaczęłam oglądać był ten genialny medyczny serial. Tak, obejrzałam go całego. Wszystko stało się za sprawą mojej cioci i mojej koleżanki z 1 klasy gimnazjum. Koleżanka zachęciła mnie do oglądania, natomiast ciocia pożyczyła mi 6 sezonów na płytach, resztę obejrzałam w internecie. Nie żałuję czasu, który poświęciłam na obejrzenie tego wszystkiego. Jest to naprawdę świetny serial, a niech tylko ktoś zaprzeczy… Mam wrażenie, że charakter House’a w pewien sposób ukształtował mój charakter. Wiadomo, im młodsi jesteśmy tym łatwiej nas zmienić i myślę, że Dr. House miał na mnie duży wpływ. Mogłam też mówić, że prawie skończyłam studia medyczne, bo obejrzałam całego Dr. House. Zachowanie tego cynicznego bohatera często poprawiało mi humor na całą resztę dnia.




Przyjaciele; ok. 5 497 minut
To właśnie ten legendarny serial, który potrafiłam oglądać całe dnie i oglądam do tej pory, jak tylko trafię na niego na Comedy Central. Pamiętam jak obejrzałam 6 sezon w jeden wakacyjny dzień. Byłam tak przywiązana do bohaterów po 10 sezonach, że ostatni odcinek przepłakałam. Straciłam chęć życia i nie wiedziałam co ze sobą dalej zrobić. Każdy z bohaterów jest tam jedyny w swoim rodzaju, ich relacja jest szczera, a przygody niemożliwe. Oczywiście tutaj również interweniowała ciocia, która pożyczyła mi wszystkie 10  sezonów na płytach. Dzięki ciociu, jesteś wielka.


Plotkara; ok. 5 082 minut
Oglądanie Plotkary również zawdzięczam cioci, „Madziu! Wiesz jaki super serial zaczęłam oglądać?”. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałam żyć tak jak Blair albo Serena. Mała 11-letnia Madzia marzyła, aby mieć szafę pełną ciuchów, urządzać modne nocowania i mieć takie przygody jak bohaterzy serialu. Patrząc na to z perspektywy czasu, ten serial również w pewien sposób mnie ukształtował. Dla mnie ten serial to klasyka, kto nie widział tego wyganiam do nadrobienia. Aby jeszcze bardziej zachęcić powiem jedynie, że obejrzałam wszystkie 6 sezonów dwa razy i do teraz czasem wracam do pojedynczych odcinków.  Dodatkowo: wszystkie outfity, stylizacje etc. + najlepszy paring wszech czasów – Blair i Chuck. Nie do opisania.


The Walking Dead; ok. 4 455 minut
Nie mam pojęcia od czego tu zacząć. Może od tego, że naprawdę żałuję czasu spędzonego na oglądanie tego serialu. Mogłam obejrzeć w tym czasie tyle o wiele lepszych rzeczy. Niestety czasu się już nie cofnie, a ja nie mogę się teraz wycofać. Skoro zaczęłam i jestem na bieżąco to muszę to zakończyć. Szczególnie jeśli mój wspaniały Daryl tam jest. O nie, muszę wiedzieć, że wszystko z nim w porządku. W zasadzie tylko dla niego oglądam ten serial. Tak jak pisałam w tym wpisie, chciałabym być córką Daryla i razem z nim biegać po lasach i zabijać zombie z kuszy. Ogólnie to serial mnie stresuje, sprawia, że płaczę i nie mogę przestać go komentować. Nic więcej nie mam do powiedzenia o tym serialu, przykro mi. Pewnie dlatego, że ciocia nie poleciła mi tego serialu…


To tyle z tych najdłuższych seriali, które widziałam. Kiedyś napiszę o tych wszystkich serialach, które uwielbiam i za co je tak uwielbiam, bo to będzie zupełnie inna lista. Ogólnie rzecz biorąc, seriale mają władzę nad moich życiem. Czasem nawet jak mam stos papierów na biurku i mnóstwo rzeczy do zrobienia i tak znajdę czas na chociaż jeden odcineczek. „O, jutro sprawdzian z polskiego. Może by tak… Młody papież?”, „Hmm, mam 5 trudnych zadań z dodatkowego francuskiego, a właśnie wyszedł nowy odcinek Riverdale. Serial czy zadania? No pomyślmy…”. O tych serialach wpis w niedalekiej przyszłości.

Jak macie ciekawe seriale do polecenia to zapraszam do komentarzy, wymieńmy się bagażem doświadczeń (co ja plotę, przecież i tak nikt nic nie napisze).
Ferie mi się skończyły i chce mi się trochę płakać, ale ogólnie to jakoś się trzymam. Mam nadzieję, że wy też. Życzę wam dużo czasu na ulubione seriale, bo zawsze jest go za mało. I dużo śmiesznych memów z ulubionych seriali, to też ważne.

Super muzyczka, którą pokochałam: super muzyczka

Do następnego!
Kawoholiczka z zawodu









poniedziałek, 30 stycznia 2017

Pośmiejmy się z mojego życia

Żałosna historia o tym jak zrobiłam literówkę w adresie własnego bloga oraz o moich „marzeniach”

Tak, jestem w stanie to zrobić, nawet ja sama byłam zaskoczona. Jak mogłam zamiast ‘kawoholiczka’ napisać ‘kawoholicza’ JAPIERNICZĘ. To jest taki idealna metafora mojego życia. Borze Tucholski, to jest właśnie konkretny argument, żebym ograniczyła kawę. Nie sądziłam, że mogę być jeszcze bardziej nieogarnięta. Jedyna rzecz, która mnie pociesza to, że nikt oprócz mojej przyjaciółki nie zwrócił na to uwagi. Chyba nie jestem sama (?). Literówki są wśród nas. Dan Howell podobno jest królem literówek, no cóż, chyba musi oddać koronę godnej następczyni.

achievement unlock
zrobić literówkę w adresie swojego bloga

Żeby przybliżyć wam moje wspaniałe życie (w którym robię literówkę w adresie bloga) w tym poście napiszę o swoich marzeniach. Ponieważ mam ich sporo, będę je opisywać po kolei. Zaczynajmy.

1. Chciałabym zostać buddyjskim mnichem
Och, jakie życie byłoby prostsze, gdybym mogła po prostu zamknąć się w tybetańskim klasztorze i filozofować na spokojnie. Nie musiałabym pracować w korpo, płacić rachunków, kupować co miesiąc karnetu na siłownię, na którą i tak nie pójdę, oraz pisać postów na blogu, bo prawdopodobnie nie miałabym tam zasięgu wi-fi.

2. Chciałabym zostać amerykańskim harleyowcem 
Tak, wiem. Możliwe, że trochę się gryzie z poprzednim marzeniem –nieważne. O tak, gang motocyklowy, bójki z barach, popijanie whisky przy muzyce country, chodzenie w skórze i rodzice, którzy by mnie za to wydziedziczyli. To się nazywają plany!

3. Chciałabym być Krzysztofem Gonciarzem
Już powoli się do tego szykuję. Zbieram fejm na potem, uczę się języków obcych (tak, koreański z dram też się liczy) i planuję iść na studia, na których stanę się prawie Gonciarzem (nie powiem jaki kierunek, bo jeszcze ukradniecie mi pomysł). Pewnie i tak skończy się na tym, że będę tłumaczyć umowy w korpo </3

4. Chciałabym być sławną gitarzystką i grać chociaż przez chwilę z Metalliką
Pomijając fakt, że gitarę elektryczną trzymałam w ręku raz, co może pójść nie tak? To nie tak, że już ustaliłam sobie krok po kroku jak to będzie wyglądać. 
1.nauczyć się grać
 
2.wyjechać do Anglii
 
3. zostać nawet sławna
 
4.założyć cool zespół
 
5.zrobić masę coverów Metalliki, żeby mnie zauważyła
 
6.dostać telefon od Jamesa „omg chcemy cię w naszym zespole, bo Kirk już nie chce grać, a my chcemy zrobić ostatnią trasę”.

Na pewno się uda, gwarantuję wam to. Jeszcze o mnie usłyszycie

5. Chciałabym zostać przywódczynią świata
Hahahaha hahah haha ha h…

6. Chciałabym być córką Daryla Dixona
Myślicie, że kto czyta ksiażki Beara Gryllsa? Myślicie, że kto ogląda The Walking Dead tylko po to, żeby zobaczyć Daryla? Myślicie, że do kogo przybiegną wszyscy znajomi jak zacznie się apokalipsa/wojna?! Ja, nieustraszona wojowniczka studiująca potajemnie wiedzę o przetrwaniu, uratuję wszystkich. Dlatego powinnam być córką Daryla. Koniec kropka, nie odpuszczę.

No także tego, dziękuję za uwagę. Mam nadzieję, że poprawiłam wam choć trochę humor. Oczywiście, że mam też takie "normalne" marzenia (osiągalne), ale tu chciałam opisać te trochę mniej poważne. W końcu cały blog jest taki "mniej poważny", więc tak wynika z konwencji artystycznej. Na końcu chciałam podziękować moim kochanym przyjaciołom z klasy (i nie tylko), bez których nic bym ze sobą nie zrobiła. To oni mnie motywują, inspirują i napędzają do działania. Jest was trochę, każdemu jestem tak samo wdzięczna. Dziękuję, że jesteście i wspieracie moje głupie pomysły.
No, żebym się nie wzruszyła za bardzo.

Życzenia na następny tydzień: dużo dobrego jedzenia kochani, ale nie utuczcie się, bo karnawał trwa i trzeba udawać, że ta sukienka/marynarka która wisi w szafie dalej pasuje. W sumie to życzę wam pieniędzy na nową (większą) sukienkę/marynarkę.

Fajna muzyczka: fajna muzyczka, zaufajcie mi

Do następnego,
Kawoholiczka z zawodu

P.S Focia o nazwie „wcale się nie chwalę”