Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lutego 2017

Tłusty czwartek jest lepszy!

Gdy już opadną emocje związane z wiadomym świętem, w końcu mogę podzielić się swoimi przeżyciami i przemyśleniami.

Świętowanie walentynek rozpoczęłam już 13.02, im wcześniej tym lepiej. Po zjedzeniu tortu i seansie kinowym (no śmiało, domyślcie się na czym byłam), ja i moja przyjaciółka, zabrałyśmy się do zjedzenia czegoś bardziej wykwintnego, czyli w obieg poszły chipsy. A ponieważ to walentynki, trzeba było je świętować z przytupem. Po butelce szampana zrobiło się już fajniej. Moim prezentem była wspaniała walentynka z Obamą, moja przyjaciółka zawsze o mnie pomyśli. Rano chcąc poudawać księżniczki, stwierdziłyśmy, że zrobimy sobie pyszną sałatkę. Okazało się, że zbyt dowolnie dobierałyśmy składniki i wyszła niezbyt zjadliwa. W ciszy przeżuwałyśmy liście szpinaku udając, że wszystko jest w porządku. W końcu jednak wyrzuciłyśmy nieudane śniadanie i poszłyśmy zrobić sobie tosty. Jest ser, jest szynka, jest dobrze. Zjadłam je z sosem czosnkowym, właśnie na tym polega wolność i bycie singielką –możesz jeść sos czosnkowy w walentynki.

Wróciłam z jednej imprezy i niemalże od razu udałam się na kolejną, bo jak walentynki to walentynki. Zapowiadała się świetna trzyosobowa domówka. I tu już było ostrzej, w programie wieczoru znalazło się m.in. karaoke i pizza. Więcej chyba nie mogę zdradzić, mogłabym mieć kłopoty z prawem. Po porannym zwlekaniu się z łóżka po walentynkach (które trwało jakieś 3-4 godziny), ruszyłam do domu. Jednakże cały dzień uratowała wizyta u fryzjera. Na chwilę zapomniałam jak tragicznie się czuję i mogłam się zrelaksować. Wyszłam chudsza o ponad 10 cm włosów, do czego przyczynił się mój przystojny fryzjer o pięknych blond włosach. Nawet najlepszym zdarza się czasem ulec przez ten śliczny uśmiech, kiedy podawał mi filiżankę kawy… Nie, dobra koniec. Powiedział, że będzie mi jeszcze ładniej w takich, no i dobrze. Pozwoliłam, czuję się lepiej z krótszymi. Miał racje, a ja mam nową fryzurę. Nowa fryzura , nowa ja. Może w końcu coś mi pomoże.

Co więcej mam powiedzieć?  Wszystko to jest trochę „bitter-sweet”, zupełnie jak moje życie. Podsumowując oba wieczory: żałuję tych dwóch godzin życia w kinie, niesmak do pizzy pozostał do teraz, a sił dalej nie odzyskałam. Niby nic przecież się nie stało, cały czas byłam z przyjaciółmi, ale jakoś tak mi dziwnie. Ta czarna dziura w miejscu serca chyba czegoś chce, nie wiem, ale to trochę denerwujące. Nie mam już nawet nastroju do żarcików, sąsiedzi od rana wiercą, zjadłam chipsy i znowu mam wyrzuty sumienia, a nowy kolor na włosach wyszedł ciemniejszy, niż miał wyjść. Nic nie wskazuje na to, żeby miało być jakoś lepiej. Chciałam jakoś zabawnie podsumować to durne święto zakochanych, to też mi nie wyszło. Trudno, uczcie się na moich błędach, będzie szybciej i łatwiej.


Moi drodzy, mam nadzieję, że spędziliście ten czas lepiej niż ja. Na następny tydzień życzę wam siły, aby nie postradać zmysłów. Cierpliwości do innych i od siebie samego (ja już do siebie nie mam, ręce mi opadają, brak słów, tylko płacz i zgrzytanie zębów). A, przecież zbliża się Tłusty Czwartek (celowo tę nazwę zapisałam wielką literą, a walentynki małą – chciałam pokazać, które święto lubię bardziej), więc pysznych pączków! Przytyjcie trochę, żebym poczuła się jakoś lepiej ze sobą…

Kawoholiczka z zawodu 

PS. Muzyczka dla smutnych: muzyczka dla smutnych


czwartek, 26 stycznia 2017

Opowiedz mi kawo cz.1

O czym innym mógłby być mój pierwszy wpis jak nie o kawie? 

Oficjalnie piszę to przy dużym kubku kawy melancholijnie wpatrując się w piękny widok zielonych bloków mieszkalnych, który widzę ze swojego okna. Nieoficjalnie – jest godzina 21:51 , piję kakao i po prostu wpadłam na genialny pomysł założenia bloga.

Nawiązując do tematu kawy, który przecież musi się tu pojawić, chciałabym powiedzieć, że owszem, uwielbiam kawę. Piję jej dużo, za dużo. W moim organizmie nie ma już żadnych soli mineralnych i witamin, bo wszystkie wypłukała mi kawa. Moja mama próbuje ratować mój zmaltretowany organizm kupując mi różne tabletki z magnezem, których i tak zawsze zapominam brać.
Nie mam pojęcia co będę robić na tym blogu. Wiem jedynie, że to jedyne miejsce, w którym mogę napisać co tylko mi się żywnie podoba, podzielić się przemyśleniami, pokazać wam jakąś ciekawą playlistę, opisać serial lub film, który ostatnio widziałam. Może ponarzekać trochę na ludzi w autobusie lub zbyt dużo bezsensownych zadań domowych. Potrzebowałam miejsca, w którym będę mogła ulokować swoje myśli i zebrać je wszystkie do kupy (och, jaki ładny kolokwializm).
Zaciekle walczę z lenistwem, chronicznym zmęczeniem i brakiem konsekwentności i mam nadzieję, że prowadzenie bloga trochę mi w tym pomoże i doda jakiejś magicznej energii do działania.

Może w pierwszej część „Opowiedz mi kawo” opowiem trochę o sobie. Na początku, tak – jestem skromną osobą, wcale nie jestem nadętym gburem. Ogólnie to mam nerwicę natręctw i jestem perfekcjonistką, co zupełnie nie przeszkadza mi w tym, żeby mieć górę brudnych ciuchów na krześle przez tydzień. Jednak jak już zabiorę się do sprzątania, nie ma przebacz. Potrafię spędzić na sprzątaniu dwie godziny, żeby ułożyć wszystko, nawet majtki (muszą być ułożone według kolorów!). Gdy na następny dzień mam zaplanowany poważny sprawdzian, popołudnie prawdopodobnie spędzę oglądając tysiące filmów na Youtubie oraz wycierając kurze skacząc po pokoju jakbym właśnie dostała epilepsji (cóż poradzić, skoro moja ulubiona piosenka akurat zaczęła lecieć?).  Jestem osobą niesamowicie ambitną, która zapomina, że człowiek czasem musi spać. Gdy narzekam na to, jak bardzo mam zawalony tydzień (przez to ile na siebie wzięłam obowiązków), a ktoś mi powie zdanie typu „to sobie odpuść”, prawdopodobnie spojrzę na niego jak na wariata. Skoro już się tego podjęłam to chcę to dokończyć, a w międzyczasie muszę sobie ponarzekać. Tyle, cała filozofia. Później wezmę na siebie jeszcze więcej, ale nigdy z niczego nie zrezygnuję. Kolejny ciekawy i śmieszny fakt – dietę i ćwiczenia zaczynam aktualnie po raz 5-6 (?) i mam nadzieję, że może tym razem wytrzymam dłużej niż miesiąc. Słomiany zapał? Możliwe, chociaż ja stawiam bardziej na wytłumaczenie typu „kryzys egzystencjalny”, który sprawia, że nie mam siły dalej jeść jabłek i popijać ich wodą z cytrynką i potrzebuję dobrego pączka z budyniem.

Może to będzie na tyle tym razem. Muszę zostawić coś na później, bo za szybko mnie poznacie i wam się znudzę. Na koniec tej pierwszej części nowego cyklu wrzucę wspaniałą playlistę, w której ostatnio się zakochałam (mimo że wcześniej nie lubiłam tego typu muzyki).

Miłego popołudnia moi drodzy czytelnicy. Niech moc kawy będzie z wami. Moim życzeniem dla was na ten tydzień, mimo że już się kończy, będzie, abyście nie zabili nikogo (bo przecież przez to tylko kłopoty) i może jakoś się uśmiechnęli przed lustrem do samego siebie (mi też się to przyda).

Do następnego!


Kawoholiczka z zawodu

P.S Do waszej dyspozycji ładne zdjęcie, które kiedyś tam zrobiłam (wcale się nie chwalę).