Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2017

Dlaczego sąsiedzi prawdopodobnie mnie nienawidzą


         Jak wiadomo, życie w bloku pełne jest różnych dziwnych sytuacji i zdarzeń, często nieprzyjemnych. Najlepiej nauczyć się ze sobą żyć, łatwiej żyje się we wspólnocie. Co jednak, jeśli tworzenie sąsiedzkiej społeczności nie wychodzi? Wtedy wszyscy się do siebie uśmiechają, udając, że się lubią, a tak naprawdę obgadują się po kątach. Piszę tutaj z perspektywy kogoś, kto kiedyś mieszkał w domu, lecz przeprowadził się do bloku, więc mam co porównywać.
       
        Na sam początek zaznaczę: nienawidzę mieszkać w bloku. Mam wrażenie, że wszyscy wiedzą, co aktualnie robię, kiedy wracam do domu, kto do mnie przychodzi. Najbardziej przeszkadza mi jednak wrażenie, że jak śpiewam to słyszą mnie wszyscy sąsiedzi. Przez kilka dobrych miesięcy po przeprowadzce tak mnie to krępowało, że siedziałam całe dnie z buzią na kłódkę. A przecież śpiewanie jest super! A już zupełnie super, kiedy tak naprawdę nie potrafisz śpiewać, ale robisz to mimo tego. To jest również prawdopodobnie pierwszy powód dla którego sąsiedzi mnie nienawidzą: już się przestałam krępować i wyję jak tylko mi się podoba. Nie zamierzam się ograniczać tylko dlatego, że moja sąsiadka z góry może na mnie dziwnie patrzeć, trudno. Jak nie ma rodziców to już zupełnie sobie nie żałuję, daję koncert na miarę Eurowizji.
        Drugim powodem jest to, że prawie nikomu nie mówię „dzień dobry”. Powód? Proste: nie znam połowy swoich sąsiadów i po prostu nie mam pojęcia komu mam to mówić. Często jestem również niepewna: „Ale czy to na pewno pan spod 6? Wyjdę na idiotkę, jak okaże się, że to nie on…”       Dodatkowym czynnikiem utrudniającym mi rozpoznawanie sąsiadów jest to, że mam wadę wzroku. Słabo widzę twarze ludzi z daleka, nie potrafię ich rozpoznać (bo oczywiście po co nosić okulary, lepiej ich zapomnieć) i przez to zachowuję się jakbym nie mówiła specjalnie, mimo że widzę daną osobę (ale tak naprawdę nie widzę, serio, tak się tylko może wydawać). Tym sposobem mają mnie za niekulturalnego gbura. Dobrze, że czasy, w których każdy od razu nakablowałby na mnie mamie już minęły.
        Dodatkowo, ja nie zapominam, nigdy. Z mieszkaniu pode mną ubijali kotlety o 22, kiedy ja chciałam iść spać? Proszę bardzo, kilka dni później stwierdzałam, że czas ubrać swoje buty na obcasach, bo dawno w nich nie chodziłam. I tak chodzę sobie w nich, kilka godzin. Non stop stukając. Kolejny sąsiad robi remont i wierci akurat w tym momencie kiedy muszę się uczyć? Dwa tygodnie pod rząd? Kiedy już się wszystko uspokoi, może być pewny, że będę co wieczór urządzała jednoosobową imprezę, albo oglądała film tak głośno, że będzie dudniło w całym bloku. O tak, co do problemu ciszy w bloku jestem upierdliwa jak mało kto. Cóż, życie. Wredna to moje drugie imię.

         Podsumowując, ja nienawidzę życia w bloku i moich sąsiadów, oni w zamian za to nienawidzą mnie, bo jestem dla nich złośliwą zołzą. Uczciwy układ. W sumie, to też jest jakaś rzecz, która nas łączy i dzięki temu stajemy się jakąś wspólnotą. „Wspólnota nienawiści”.

Wasze stosunki z sąsiadami też są takie skomplikowane? Czasem zastanawiam się, czy serio gdzieś istnieją takie przyjacielskie społeczności sąsiadów, bo nigdy nie słyszałam o takich w mojej okolicy.

Życzę wam spokoju i CISZY, BO CISZA JEST SUPER, BŁAGAM SĄSIEDZIE WYŁĄCZ JUŻ TĘ WIERTARKĘ. Miłej reszty tygodnia, kochani. Nie poddawajcie się, chęć zabicia drugiej osoby nie może wami zawładnąć.

Muzyczka dla spokojności: calm down

Kawoholiczka z zawodu



czwartek, 26 stycznia 2017

Opowiedz mi kawo cz.1

O czym innym mógłby być mój pierwszy wpis jak nie o kawie? 

Oficjalnie piszę to przy dużym kubku kawy melancholijnie wpatrując się w piękny widok zielonych bloków mieszkalnych, który widzę ze swojego okna. Nieoficjalnie – jest godzina 21:51 , piję kakao i po prostu wpadłam na genialny pomysł założenia bloga.

Nawiązując do tematu kawy, który przecież musi się tu pojawić, chciałabym powiedzieć, że owszem, uwielbiam kawę. Piję jej dużo, za dużo. W moim organizmie nie ma już żadnych soli mineralnych i witamin, bo wszystkie wypłukała mi kawa. Moja mama próbuje ratować mój zmaltretowany organizm kupując mi różne tabletki z magnezem, których i tak zawsze zapominam brać.
Nie mam pojęcia co będę robić na tym blogu. Wiem jedynie, że to jedyne miejsce, w którym mogę napisać co tylko mi się żywnie podoba, podzielić się przemyśleniami, pokazać wam jakąś ciekawą playlistę, opisać serial lub film, który ostatnio widziałam. Może ponarzekać trochę na ludzi w autobusie lub zbyt dużo bezsensownych zadań domowych. Potrzebowałam miejsca, w którym będę mogła ulokować swoje myśli i zebrać je wszystkie do kupy (och, jaki ładny kolokwializm).
Zaciekle walczę z lenistwem, chronicznym zmęczeniem i brakiem konsekwentności i mam nadzieję, że prowadzenie bloga trochę mi w tym pomoże i doda jakiejś magicznej energii do działania.

Może w pierwszej część „Opowiedz mi kawo” opowiem trochę o sobie. Na początku, tak – jestem skromną osobą, wcale nie jestem nadętym gburem. Ogólnie to mam nerwicę natręctw i jestem perfekcjonistką, co zupełnie nie przeszkadza mi w tym, żeby mieć górę brudnych ciuchów na krześle przez tydzień. Jednak jak już zabiorę się do sprzątania, nie ma przebacz. Potrafię spędzić na sprzątaniu dwie godziny, żeby ułożyć wszystko, nawet majtki (muszą być ułożone według kolorów!). Gdy na następny dzień mam zaplanowany poważny sprawdzian, popołudnie prawdopodobnie spędzę oglądając tysiące filmów na Youtubie oraz wycierając kurze skacząc po pokoju jakbym właśnie dostała epilepsji (cóż poradzić, skoro moja ulubiona piosenka akurat zaczęła lecieć?).  Jestem osobą niesamowicie ambitną, która zapomina, że człowiek czasem musi spać. Gdy narzekam na to, jak bardzo mam zawalony tydzień (przez to ile na siebie wzięłam obowiązków), a ktoś mi powie zdanie typu „to sobie odpuść”, prawdopodobnie spojrzę na niego jak na wariata. Skoro już się tego podjęłam to chcę to dokończyć, a w międzyczasie muszę sobie ponarzekać. Tyle, cała filozofia. Później wezmę na siebie jeszcze więcej, ale nigdy z niczego nie zrezygnuję. Kolejny ciekawy i śmieszny fakt – dietę i ćwiczenia zaczynam aktualnie po raz 5-6 (?) i mam nadzieję, że może tym razem wytrzymam dłużej niż miesiąc. Słomiany zapał? Możliwe, chociaż ja stawiam bardziej na wytłumaczenie typu „kryzys egzystencjalny”, który sprawia, że nie mam siły dalej jeść jabłek i popijać ich wodą z cytrynką i potrzebuję dobrego pączka z budyniem.

Może to będzie na tyle tym razem. Muszę zostawić coś na później, bo za szybko mnie poznacie i wam się znudzę. Na koniec tej pierwszej części nowego cyklu wrzucę wspaniałą playlistę, w której ostatnio się zakochałam (mimo że wcześniej nie lubiłam tego typu muzyki).

Miłego popołudnia moi drodzy czytelnicy. Niech moc kawy będzie z wami. Moim życzeniem dla was na ten tydzień, mimo że już się kończy, będzie, abyście nie zabili nikogo (bo przecież przez to tylko kłopoty) i może jakoś się uśmiechnęli przed lustrem do samego siebie (mi też się to przyda).

Do następnego!


Kawoholiczka z zawodu

P.S Do waszej dyspozycji ładne zdjęcie, które kiedyś tam zrobiłam (wcale się nie chwalę).